Legendy Wakikiki. Przygody Szumiącej w krainie robali. Newsy.
środa, 14 stycznia 2009
A Russian couple walks down a street in Moscow when the man feels a drop hit his nose.

"I think it's raining," he says to his wife.

"No, that feels like snow to me, dear," she replies.

Just then, a minor communist party official walks towards them.

"Let's not fight about it," the man says. "Let's ask Comrade Rudolph whether it's officially raining or snowing."

"It's raining, of course" Comrade Rudolph says and walks on.

But the woman insists, "I know that felt like snow."

To which the man quietly says, "Rudolph the Red knows rain, dear."
12:25, aniafin , Jokes
Link Komentarze (1) »
niedziela, 21 grudnia 2008

Kochani nasi czytelnicy,

Święta galopują ku nam jak sam czerwononosy Rudolf i wszyscy to czujemy chcąc nie chcąc.

Zachęcamy was do entuazjazmu i radości mimo recesji i innych tragedii gospodarczych, w końcu jak wiele tak naprawdę potrzebujemy do szczęścia?

Niewiele, a jak wiele, to tylko nam się tak wydaje:)

Cieszcie się, bo jesteście i dane jest wam doświadczać jeszcze dziś pasjonującego istnienia, z całym bogactwem inwentarza, który was otacza.

Nas najbardziej cieszą parodie i żarty z tak zwanym "jajem", chociaż zdajemy sobie sprawę, że poczucie humoru, jest sprawą niezwykle delikatną.

Wybaczcie więc nam, albo uśmiechnijcie się do nas, w wyniku poniższego teledysku Dr. Elmo:

Dobrych Świąt!

Wasza ukochana Redakcja

środa, 17 grudnia 2008

Drogi Czytelniku,

Idą Święta. Szumny i wytarty slogan głoszony od lat przez media w twoim domu donosi jak zwykle, że w te święta nikt nie może być sam, głodny, biedny, zmarznięty etc. Słowem jakkolwiek by ci się wiodło przez rok cały, jak w Wigilię nie będziesz otoczony rodziną, przyjaciółmi, grupą charytatywną i jedzeniem lub miłością to ci znowu w życiu nie wyszło.

A jak obejrzysz sobie choć fragmentarycznie jedną z wzruszających amerykańskich komedii tfu romantycznych, gdzie zawsze w ostatniej scenie następuje gorący pocałunek i obfity opad miękkiego śniegu, wyjrzysz za okno (czarno widzisz), zajrzysz do łazienki (zero ukochanej(go) pod prysznicem) to pomyślisz, kurcze coś ze mną nie tak.

Wszyscy bowiem są szczęśliwi (łącznie z Sandrą Bullock) a ja chyba przegrałem. Nie ważne że cały rok dobrze sobie radzisz, samotność ma swoje zalety, z biedą daje się żyć, czasem nawet wzdychasz w ulgą, że nie musisz, jak sąsiadka z góry, użerać się z chłopem niewiernym, albo jak  słynny biznesmen, martwić o miliony zainwestowane krótko przed kryzysem.

Dziś nie masz racji, bo sąsiadka w otoczeniu tegoż chłopa w miłości spożywa wspólnego karpia, a biznesmen mógł sobie jeszcze ostatkiem sił pozwolić na świąteczny wypad na narty z słynną modelką do bólu w nim zakochaną.

Twoje święta będą inne...takie jak każdy dzień. Tylko z tobą.

I nie zdajesz sobie sprawy,  że tak naprawdę wcale nie masz mniej niż ci wszyscy "szczęśliwcy", że może masz więcej, może bliżej ci do zrozumienia i prawdziwego szczęścia, bez tych wszystkich rzeczy, ludzi, uzależnień.

 Jedyne co musisz zrobić to pożegnać z poglądem, że to wszystko jest ci do szczęścia potrzebne (z którego to poglądu wynika wzrost ekonomiczny i alienacja narodów). Bo nie jest.

A jak ciągle marzą ci się rodzinne święta z przystojniakiem, to proszę bardzo, zaspokój swoje marzenia:

i potem po prostu bądź szczęśliwy. Jesteś tego wart.

Twoja Redakcja

piątek, 05 grudnia 2008

Nic tak nas nie ubogaca jak starodawne tradycje i wierzenia ludowe. Nic też w tym dziwnego, że każdy naród pragnie mieć swoje własne, niepowtarzalne i zapadające w pamięc tradycje. Tak na przykład Ameryka ma swoje wyjątkowe Święto Pieczonego Indyka zawsze w czwartek w listopadzie, a Polacy obchodzą z pompą majowy Dzień Zniesienia Liberum veto etc... Kraj czerwonych świateł i marihuany nie może pozostawać w tyle, utrwalił więc w jestestwie swych poddanych obchody Sinterklaasa 5 grudnia roku każdego.

Sinterklaas przyjeżdża tu już w listopadzie, nieodmiennie na parostatku i zawsze z Hiszpanii. Na łódce targa ze sobą białego konia zwanego Amerigo oraz tłum niewolników o skórze czarnej jak węgiel i wspólnym imieniu Zwarte Piet ( w końcu niewolnicy nie potrzebują indywidualizacji). Ubrany jest jak biskup i wszędzie zabiera ze sobą złotą laskę i księgę, w której spisane są wszelkie wykroczenia i cnoty ludu.

Saw to łun:

W wybranym porcie witają go z pełną pompą burmistrzowie i członkowie rodu monarszego. Dzieci o entuzjaźmie połączonym z obezwładniającym strachem tłoczą się licznie i uczą piosenek.

No własnie, jeśli o piosenkach mowa, uwagę naszą zwróciła jedna:

"Sinterklaas Kapoentje,

Gooi wat in mijn schoentje,

Gooi wat in mijn laarsje,

Dank je Sinterklaasie"

Wszystko zrozumieliśmy oprócz jednego słowa: Kapoentje. Zapytaliśmy kolegów. Oni się trochę speszyli. Ale z pewną taką nieśmiałością udało nam się to z nich wydusić.

Otóż Kapoen znaczy po niderlandzku kapłon, czyli wykastrowany kogut, którego tuczyło się kiedyś jakieś pięć mięsięcy, zanim trafił na stół arystokratyczny, jako pieczeń kapiąca tłuszczem. W skrócie: tłusty kastrat.

Holenderskie dzieci, zupełnie nieświadomie śpiewają więc,

" Święty mikołaju, tłusty kastracie,

Wrzuć coś do mojego butka,

Wrzuć coś do mojego kozaczka,

Dzięki ci, święty mikołajku"

Dostają za to cukierki, pepernoty i żelki wprost z czarniuśkich rąk mikołajowych niewolników. Czy to nie jest jakiś zły sen?

W związku z tym Redakcja składa oświadczenie:

" My już wolimy Dziadka Mroza z uroczymi śnieżynkami, zamiast klerykalnego nadzorcy niewolników o nieposkromionym apetycie"

I nasza rada dla Kochanych Czytelników: nie uczcie się języków, bo możecie się niemile rozczarować.

 

 

 

środa, 26 listopada 2008

Drodzy czytelnicy,

Wasza Ukochana Redakcja umościła sobie ciepłe gniazdko w norze świstaków (dobrze, że już spały i niczego nie zauważyły) i nie zamierza stamtąd wychodzić do 1 kwietnia 2009. Korespondencja nasza będzie więc sporadyczna (musimy oszczędzać baterie w jedynej latarce) i ściśle uzależniona od przelotu srok nad naszą gościnną norką.

Dochodzą nas słuchy, żeście spragnieni Drodzy Czytelnicy dalszych odcinków tak pięknie zaczętej legendy o Szumiącej i Smoku Starym Zgredzie. Nic nas to nie obchodzi. Autorzy się ociągają, nie nasza wina, honorarium im obcinamy, ale nic nie pomaga, bez obrazy, ale musicie cierpliwie czekać.

A dla waszej informacji, tu teraz śpimy:

 Nie radzimy wam naśladowania tej oto tutaj (amerykańskiej zapewne) wścibskiej turystki, dajcie nam spokój lepiej.

A oto nasz gospodarz, jak jeszcze nie spał. Miły był okropnie, o tym Was zapewniamy.

 

Zawołajmy mu zgodnym chórem "Dobranoc Świstaku"!
I oby do wiosny,
Wasza ukochana redakcja
11:05, aniafin
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 listopada 2008

Uwaga!

 Drodzy Czytelnicy i cała reszto!

Pragniemy znów zorganizować tym razem już:  4 Wagonowe Kolonie Pijackie.

Pierwsze takie Kolonie odbywały się już w dawnych czasach w Gencie, Brugii a następnie w Hadze i skupiły prawie całą ( towarzyszka Tobor zawsze znajdowała wykręty) śmietankę towarzyską Wagonowa wraz z ponad 20 butelkami wina, nielicznymi butelkami wiśniówki i krupniku, frytkami, pizzami i zabawą do rana.

Na jednych z takich kolonii na przykład towarzyszka Pikutek rozpiła się już na dobre (z ropaczy nad prawie utraconym panieństwem), a inne członkinie straciły pieniądze w wirze zakupów, albo naoglądały się świństw (mamy tu na myśli " Nauki przedmałżeńskie w wykonaniu Mai i Gucia").

Tym razem nie może być gorzej!

Jedźcie z nami, najlepiej do Kijkduinu, bo blisko by było na zakupy i nad morze (dla tych bardziej fanatycznych), do knajp i stołówek, i w razie czego blisko do domu (mamy tu niestety tylko na myśli czytelników lokalnych z Wagonowa i okolic), jakby komuś dzieci płakały.

W ramach zachęty przestawiamy plakat reklamowy na którym widnieją towarzyszki Pisiek i Anetka w strojach galowych z reklamówką pełną pustych już niestety butelek (na wymianę).

 

Poczujcie klimat i zapisujcie się natychmiast.

Liczba miejsc ograniczona.

Liczba butelek nie!

 

Wasza Redakcja to Dobra Organizacja

 

środa, 29 października 2008

W Wagonowie kończy się jesień. Redakcja powoli zapada w sen zimowy. Nuda, dłużyzna, katar, przymrozki. Wszystko to nie działa stymulująco na korę mózgową redaktora naczelnego. Już od rana zamknął się w gabinecie i udaje, głównie przed sobą, że czyta gazetę biznesową (sprzed recesji -uzdrawiająca moc wspomnień). 

Personel widzi, że u naczelnego się nie przelewa (zwłaszcza w kontekście pomysłów), to cicho siedzi i pije herbatę o interesującej nazwie Sterrenmunt. Kupiła ją w citałzencie Pani Halinka od horoskopów, bo w promocji dostała 2 znaczki. Jak uzbiera 50 i dopłaci 4.99 to może sobie wybrać jeden z przedniej jakości ręczników kąpielowych. Wreszcie będzie miała poczucie władzy nad własnym losem, loteria kodów pocztowych nie dawała jej już takiej jak dawniej satysfakcji. Zresztą stare tulipanowe przysłowie mówi:  jak stale zbierasz znaczek do znaczka, wkrótce należy ci się już paczka. Tylko jeszcze musi porozmawiać z naczelnym, że nie podobają już jej się te horoskopy, takie to z jednej strony nieprzewidywalne... A z drugiej strony jak w zeszłym tygodniu napisała wodnikom, że czeka ich kłótnia z bliskimi, to na drugi dzień Władek fotograf pojawił się rano z walizką i licznymi obtłuczeniami twarzy. Dobrze, że jest ktoś taki jak Pani Jola z Kącika Urody. Prawdziwa Samarytanka, nie ma już na świecie takich uczynnych ludzi. Od razu go przygarnęła pod swój dach i nawet mejkapu użyczyła . Jakaś dziwna musi być ta żona Władkowa, do tej pory wydzwania tu z obelgami, ale wcale nie pod adresem Władka, ale właśnie tej Joli biednej się czepia. No żadnej wdzięczności ludzie nie czują, w końcu było nie było to jej własny mąż... Tej i wielu innych rzeczy pani Halinka nie potrafiła zrozumieć i dlatego postanowiła się dokształcić. Czyli zasięgnąć mądrości.Szukała po internecie i się naczytała. Ale mądrości tam nie znalazła.  Przejrzała książki w biblioteczce i znowu informacji masa, ale mądrości za grosz. Włączyła nawet telewizor, w końcu idiotów by nie pokazywali, co? i nic, ani śladu po mądrości. Radio? nic! Beznadzieja. Ostatnia szansa to zwykli, porządni ludzie, w końcu może mądrość jest gdzieś na wyciągnięcie ręki?

-Pani Jolu, pani taki dobry człowiek, może by mi potrafiła pomóc?

- Tak Pani Halinko, zaraz tylko o pomadkach skończe... Tak, słucham?

- Czy wie Pani może przypadkiem co to jest mądrość? Bo ja się zastanawiam i szukam i...

- Pani Halinko droga, jedno pani powiem: Gdybym ja mądra była, to bym z Władkiem tylko na delegacjach i bez tego kurna romantyzmu...  Kolacji mi się cholera zachciało, i co teraz? Skąd miałąm wiedzieć, że ta cała Miećka do kościoła akurat tamtędy leciała. I co teraz? Chłop mi się z walizkami zwalił, ugotuj mu, upierz, posprzątaj, głowa cię  już nie poboli...A tak mi dobrze samej było... Mnie już pani kochana o mądrośc pani nie pyta...

RAK 

Dzień jak marzenie, jak chcesz to potrafisz. Odkryjesz nowe źródła energii i harmonii ze światem. Ale przede wszystkim szanuj wolność.

LEW

Wszystko pójdzie po twojej myśli. Świat jest pełen wyzwań, ale pomyśl czy nie bliższa ci raczej stabilizacja i dobrobyt.

 ........

A w albertheinie zaczęli dawać znaczki na pacynki ze Śpiącej Królewny, Nie zmarnujcie szansy! 

14:04, aniafin
Link Komentarze (5) »
środa, 08 października 2008

Okazja, posiadłość do sprzedania, na upojnej tulipanowej prowincji, przy ulicy o pięknej nazwie Klomperweg (miejscowość zataimy, żebyście nas czasem z  kupnem nie ubiegli), za cenę nieznaną (pewnie tak wysoką, że na fundzie nie wypadało wspominać). Grunt, że jest zdjęcie!

geen

I jak tu nie kupić?, no grzech po prostu zmarnować okazję!

Samo domostwo pomijamy, bo niczym się nie wyróżnia, za to łąka, hmm, wspaniała i daje niezliczone możliwości!

Kup już teraz.

piątek, 03 października 2008

Pozostając w temacie chomików pozwalamy sobie przytoczyć zabawną holenderską reklamę tamtejszego super-sklepu (nazwy nie będziemy wymieniać, bo nie wolno)

Tym miłym akcentem kończymy pracowity tydzień i udajemy się na zakupy!

Hamstereeeeeen!

Miłego weekendu, życzy Wam Drodzy Czytelnicy, Wasza Ukochana Redakcja (dziś gościnnie wraz z siostrą Ireną i jej kotletami mielonymi)

Guy walks into a bar and asks the bartender if he will give him a free beer if he shows him something amazing. The bartender agrees, so the guys pulls out a hamster, who begins dancing and singing "Tuff Enuff" by the Fabulous Thunderbirds.

"That IS amazing!" says the bartender and gives the guy his free beer.

"If I show you something else amazing, will you give me another beer?" The bartender agrees, so the guy pulls out a small piano and a hamster and a frog. Now the hamster plays the piano while the frog dances and sings "You Ain't Seen Nothing Yet" by Bachman-Turner Overdrive.

 

The bartender, completely wowed, gives him another beer. A man in a suit, who's been watching the entire time, offers to buy the frog for a princely sum, which the man agrees to.

"Are you nuts?" asks the bartender. "You could've made a fortune off that frog."

"Can you keep a secret?" asks the man. "The hamster's a ventriloquist."

1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze
Licznik odwiedzin